Prezydent Donald Trump planuje zbudować tak zwaną bibliotekę prezydencką w Miami — jednak zgodnie z niedawnym pozwem złożonym przez wybitnego historyka, jest to w rzeczywistości jedynie sposób na zarabianie pieniędzy.
Konkretnie Dunn's Overtown Farm, organizacja non-profit prowadząca farmę i targ w Miami, współzałożona przez historyka i profesora psychologii dr. Marvina Dunna, twierdzi, że Floryda przekazała Trumpowi cenne grunty pod bibliotekę w sposób, który stanowi dosłowną „korupcję".
„Pismo sądowe natychmiast powołało się na wyrażoną przez samego Trumpa pogardę dla bibliotek i muzeów jako dowód, że trwa 'korupcja', przed którą Benjamin Franklin starał się zapobiec, nalegając przede wszystkim na wprowadzenie klauzuli o krajowych emolumentach" — poinformował w poniedziałek Matt Naham z Law and Crime. W pozwie Dunn's Overtown Farm twierdziło, że „z widokiem na wodę i centralnym położeniem w tętniącym życiem centrum Miami, działka MDC prawdopodobnie sprzedałaby się za ponad 300 milionów dolarów na wolnym rynku, według lokalnych ekspertów ds. nieruchomości. Ale prezydent Trump nie zapłacił za nią nic", dodając, że prezydent nawet „nie wierzy w budowanie bibliotek ani muzeów".
Główni powodowie twierdzą, że mają legitymację procesową, wskazując, że widzą budynek z miejsca, w którym mieszkają, podobnie jak studentka Miami Dade College Carmen Salcedo, podopieczna Dunna, która „jest zainteresowana tym, aby jej uczelnia państwowa podejmowała decyzje korzystne dla niej i jej edukacji, a nie decyzje, które napełniają kieszenie prezydenta Trumpa kosztem studentów".
Pozew dodał: „Jako studentka, która płaci za naukę w instytucji państwowej, pani Salcedo jest zainteresowana tym, aby MDC i jego Rada podejmowały decyzje korzystne dla studentów i ich edukacji, a nie decyzje napełniające kieszenie urzędującego prezydenta". W związku z tym opisano rzekomą „darowiznę" gruntów dla Trumpa pod budowę obiektu jako niezgodną z Konstytucją, ponieważ Trump stwierdził, że „najprawdopodobniej będzie to hotel z pięknym budynkiem na dole i samolotem Air Force One 747 w holu".
Ostatecznie pozew oskarżył florydańskich republikanów o przekazanie prezydentowi bezpłatnych gruntów pod hotel, mimo że przedstawia je przede wszystkim jako bibliotekę.
„W odniesieniu do otrzymywania niezgodnych z prawem emolumentów, Klauzula zakazuje Prezydentowi przyjmowania emolumentów bezpośrednio lub pośrednio, za pośrednictwem osób takich jak jego bezpośredni członkowie rodziny lub podmioty korporacyjne, które kontroluje formalnie lub nieformalnie" — napisano w pozwie. „Gdyby darowizny dla Prezydenta mogły być po prostu kierowane do osób, z którymi Prezydent z konieczności dzieli interesy, takich jak małżonek lub pełnomocnik prawny, Klauzula mogłaby zostać łatwo obejdzona" — stwierdziła skarga, ponownie argumentując, że Ojcowie Założyciele „chcieli zapewnić, że Prezydent nie będzie miał 'żadnej finansowej zachęty do wyrzeczenia się lub porzucenia niezależności zamierzonej dla niego przez Konstytucję'".
W zeszłym miesiącu komentator, który opisywał wcześniejsze krytyki biblioteki prezydenckiej prezydenta Billa Clintona, porównywanej do przyczepy kempingowej, porównał proponowaną bibliotekę Trumpa do kasyna.
„Obrazy wydają się bardziej przypominać kasyno niż miejsce mające pomóc społeczeństwu zrozumieć historię prezydentury" — napisał Andrew DeMillo w Arkansas Advocate w kwietniu. „Są one również emblematyczne dla tego, jak Trump grozi cofnięciem wysiłków na rzecz zachowania historii prezydenckiej i podważeniem kluczowej reformy uchwalonej po Watergate. Trump promuje wizerunki swojej biblioteki w tym samym czasie, gdy jego Departament Sprawiedliwości wydał memorandum uznające ustawę o dokumentach prezydenckich za niekonstytucyjną".


